Shirohotaru's Blog

Just another WordPress.com site

KaT-TUN, czyli żegnaj Bakanishi Lipiec 20, 2010

Filed under: Uncategorized — shirohotaru @ 5:39 pm

Wcale mi się to nie podoba i mój móżdżek pragnie nadziei, że to tylko plotka. Niestety według zapewnień koleżanki (pozdro wiedźmaaaa) jest to prawda…

“Hello everyone it’s been long, I am Akanishi

After finishing LA’s live,
I am now preparing for the America’s tour
Am making new songs now.
I think everyone probably already know
This time round, I am proceeding to go solo.
If there is something to be said, it is that the direction is different.
Definitely not because I hate the members,
or that there are conflicts in our relationships or anything like that.
Everyone please be rest assured (laughs)
I like everyone.
About KAT-TUN, regarding small or big matters,
I have given a lot of trouble up till now,
sorry, thank you!
And it has been fun.
No matter what, allowing the supporting fans
to feel confused about these,
I am deeply sorry,
sorry.
Then, everyone.
Although the atmosphere seems like everything is ending
But this does not mean I will stop activities,
Basically everything up still now is not going to change.
Singing, Acting and dance would all continue.
Just that to myself, it is like the concert in LA
If in future, i could have activities in America, Asia, Europe etc
all sort of countries, it would be good.Please take care of me.”

Nie ładnie, nie ładnie. W moim mniemaniu sodówka mu odbiła i tyle. Nie potrafię normalnie i spokojnie o tym napisać, bo o ile lubiłam bardzo Akanishiego to teraz zniżył się chyba do najgorszego poziomu. Przecież on nie istnieje bez KAT-TUN. Był ich częścią i odszedł. Mam nadzieję, że pewne słowa się sprawdzą – wróci z podkulonym ogonem, a telewizja to pokarze. Stracił w moich oczach…

 

Returner Lipiec 10, 2010

Filed under: Uncategorized — shirohotaru @ 11:49 am

Postanowiłam pójść trochę później spać, żeby zobaczyć japoński film. Puszczony został na Polsacie, grubo po 22. Dalszy opis i moje refleksje w kolejnej części notki ;]

Returner (polski tytuł to “Amazonka czasu”) – film nakręcony przez Takashi Yamazakiego. Porównywany był do “Matrixa”, jednak nie jestem do końca pewna czy to dobry przykład. Osobiście tak tego nie odbieram, ponieważ nigdy nie przepadałam za sagą Wachowskich. O ile pierwszą część potrafiłam przełknąć, następne już niekoniecznie. Natomiast Returner wciągnął mnie od pierwszej sekundy. Spodziewałam się, że cały film będzie opierał się na głównej bohaterce (przynajmniej tak wywnioskowałam z zapowiedzi), jednak dochodzi wątek Miyamoto, samotnego płatnego zabójcy (i do tego cholernie ładnego ;3). Dokładnej fabuły wam zdradzać nie będę, sami obejrzycie, bo warto.

Moje odczucia? Gdyby nie ciągnące się w nieskończoność reklamy, pewnie oglądało by się lepiej. Jednak pomijając przerywniki, film zasługuje na brawa. Osobom, lubiącym kino azjatyckie, a w szczególności japońskie (czyt. autorce bloga) zapewne utwór się spodoba. Spotkałam się z wieloma negatywnymi ocenami. Bardzo mi z tego powodu przykro, ponieważ w większości wypowiadały się osoby, które uważają gwiazdki Disneya (tego nowoczesnego oczywiście) za wielkie arcydzieło. Cóż, każdy ma inny gust. Jednak znalazły się negatywne opinie z dobrym wytłumaczeniem swej decyzji. I za to dziękuje.

Film nie jest idealny (chociaż… dla mnie tak). Ma dziury, lecz nadrabia to efektami i dobrze dobraną muzyką. A co najważniejsze – bohaterowie rozmawiają po japońsku. Co jak co, ale aż mnie ciskało, jak widziałam w pewnych azjatyckich produkcjach, gdy przykładowy obywatel np. Japonii gada z wszystkimi po angielsku (kłania się “Wyznania Gejszy” -.-)  Warto było zarwać trochę nocki. Ja dostałam dobre kino azjatyckie, a rodzice wreszcie zrozumieli “co ja widzę w skośnookich aktorach” xD

Jeden z lepszych filmików, ot tak, na zachętę ;]

 

KAT-TUN Lipiec 8, 2010

Filed under: Uncategorized — shirohotaru @ 1:40 pm

Tym razem postanowiłam napisać o KAT-TUN . Zespole dość niezwykłym, ponieważ skradł moje serce od pierwszej piosenki. I o dziwo nie zniechęcam się u nich jednym czy dwoma niezbyt ciekawymi utworami, a to prawdziwy cud. Zapraszam do czytania ;D

KAT-TUN. Zespół zadebiutował 22 marca 2006 roku, wydając za jednym zamachem singiel, album oraz DVD. Od tego momentu każda ich twórczość plasuje się na czołowych miejscach (i wcale się nie dziwię ;P). Nazwa jest akronimem, powstałym z pierwszych liter nazwisk artystów. Kamenashi Kazuya, Akanishi Jin, Taguchi Junnosuke, Tanaka Koki, Ueda Tatsuya, Nakamaru Yuichi – chłopaki pokazują swoje zalety w każdej możliwej sytuacji. Niestety nie zawsze można ich zobaczyć w pełnym składzie. Jin 13 października 2006 ogłosił, ku zdziwieniu wszystkich, że chce uczyć się za granicami Japonii. Po pół roku wrócił do zespołu co wywołało banana na twarzach fanów. Na dzisiejszy dzień ponownie wyjechał do LA, jednak reszta nie próżnuje! Niedawno wydali całkiem fajny krążek No More Pain. Mi serce skradł prawie natychmiast, a szczególnie przez tytułową piosenkę.

No More Pain

Chłopaki ewidentnie nawiązują do końca świata. Ból, wojna. To wszystko nas otacza, nie potrzebujemy tragedii żywiołowych – sami się zniszczymy. Mam nadzieję, że słońce oznacza nowy, lepszy początek… Ja tak to interpretuje, każdy ma własne zdanie :p

Keep The Faith

Jedna z pierwszych piosenek, którą poznałam. Wrzucam z sentymentu, chociaż trzeba przyznać, że zarówno teledysk, jak i sam utwór jest świetny ;D

Real Face

Wypisz, wymaluj, chyba każdy fan zna ten utwór. Pierwszy singiel, który wydali.

Moon

Piosenka znaleziona dzisiaj. Cud, miód i fistaszki. Ubóstwiam taki rodzaj muzyki, a w wykonaniu KAT-TUN to już magia. Kurcze, nawet ładnie im w przebraniach samurajów ^.^

To na tyle. Sayonara ;]

 

“Prince of Tennis” cz. II Lipiec 5, 2010

Filed under: Uncategorized — shirohotaru @ 3:40 pm

(…)

Hyoutei

Czyli lodowi królowie (nie, nie ja to wymyśliłam. Wszelakie uwagi do autora mangi xP). Pierwszy zespół, przy którym mój organizm nie domagał się snu. Kapitan (na samym dole, pośrodku) – narcyz jakich mało i diva wszechczasów, żąda zachwytów i oklasków przy wszystkim, co robi (nawet, jeżeli to miałoby być zapięcie rozporka od spodni, huh?). Niestety nie można mu odmówić ani talentu, ani urody. W bordowych włoskach mamy Gakuto. Ten to przeczy fizyce w każdym znaczeniu. Skacze na kilka metrów wzwyż,  nie wspominając o efektownych akrobacjach. Wszystko wie najlepiej… i za to go kocham ; ) Czapeczka – Shishido. Siwe włosy – Ootori (nieśmiały aż do bólu), okularki – Yuushi. Goryl po lewej – Kabaji. I ostatni, dwaj panowie, Jiro i Wakashi. W moim mniemaniu jest to jednak z ciekawszych drużyn. U mnie zajmuje miejsce drugie ;3

Rokkaku

Nasi ukochani plażowicze. Warto wspomnieć, że jako jedyny klub w anime ma pierwszorocznego kapitana. Zawsze roześmiani, nawet po przegranej nie płaczą. Istne grupowe ADHD. Ten dziadziuś na dole to ich trener. Lepiej go nie lekceważyć, bo jest cholernie dobry w tenisa (i siatkówkę, kłania się anime).

Rikkai

Postaram się zachować spokój i w miarę normalny sposób ich opisać. W moim przypadku będzie to dość ciężkie, ponieważ na mojej liście ten zespół plasuje się na pierwszym miejscu. W anime i mandze udało mu się zając podium, ponieważ nasze ‘ukochane’ Seigaku musiało być wyżej. Niech ich kaczka kopnie -.-’ Rikkai można zaliczyć do jednej z najmroczniejszych grup.

Krótki opis każdej postaci…  Yukimura (granatowe włosy). Nazywany synem bożym, czasami nawet Jezumurą. Kapitan. Na początku nie ma zbyt dużo czasu antenowego, ponieważ choruje i życzy swoim chłopcom (bez podtekstów, no!) powodzenia. W finale pokazuje pazurki i prawie pokonuje Echizena. Sanada (w czapce). Jest gburowaty i nie znosi, kiedy coś idzie nie tak, co najczęściej wyraża agresją w stosunku do reszty teamu. Wicekapitan, chociaż pod nieobecność Yukimury można go wziąć za kapitana. Yanagi (wiecznie zamknięte oczy).  Kujon jakich mało. Oblicza wszystko co możliwe, nawet jego tenis opiera się na danych. Yagyuu (okularki). Świetny gracz deblowy, wraz z Niou rozniósł parę Seigaku (tak trzymać!). Jednak nawet bez niego pokazuje klasę. Niou (białe włosy, kitka). Moja ulubiona postać z całego Prince of Tennis. Umie podrobić prawie każdy głos, wygląd, jak i styl gry. Używa różnych sztuczek co czyni go najbardziej nieprzewidywalnym graczem. Jest wrażliwy na kobiece łzy oraz nadużywa słówka ‘puri’ (te ostatnie nawet mi udzieliło się xD). W skrócie – dla mnie postać idealna. Kirihara (czarny busz na głowie). Najmłodszy z całej ekipy. Ma złe wspomnienia dotyczące Sanady, ponieważ ten zawsze karał jego zachowanie biciem. Kiedy jest zły włącza się ‘devil mode’. Na początku jego oczka stają się szkarłatne, zaś źrenice zielone. W dalszym stadium włosy przybierają biały odcień, a skóra czerwona. Marui (bordowe włosy). Typowy słodziak każdej drużyny. Ale nie dajcie się zwieść miłemu wyglądowi. Cwaniak jest całkiem dobry w tenisa, żeby nie powiedzieć prawie najlepszy w swoim stylu. Ciągle opycha się słodyczami i nigdy nie tyje (ja chce taki metabolizm ;/). Jackal (łysy mulat). Brazylijczyk ze strony matki.Jak na gajdzina przystało, japoński nie idzie mu najlepiej, ma on też problemy z jedzeniem pałeczkami.

Higa

Tu raczej dużo nie powiem, ponieważ zespół szczególnie mi w pamięci nie został. Mają tyrana trenera i stosują sztuki walki na korcie. Kondycja oraz szybkość to ich największe atuty. Tak, nawet tego puszystego pana.

Shitenhouji

Dzieci kwiaty, a co. Hipisi jakich mało. Dobra, może trochę przesadziłam. Jednak taka była moja reakcja widząc ich. Wystarczy dodać jeszcze tęczę i będzie grało. A tak na serio. Jeden z poważniejszych przeciwników. Nawet pierwszoroczny (czerwone włosy) ma w garści całkiem pokaźny wachlarz technik. I tu mamy coś dla fanów yaoi! Są geje xD I nie, to nie są plotki. Panowie przyznają się do tego i rzucają dość dwuznaczne teksty.

Wreszcie koniec :p Wymęczyłam was? Trudno. O tym anime&mandze nie da się napisać w skrócie. I tak te dwa posty nie odzwierciedlają całej fabuły. Polecam mangę. Brak zapychaczy umila trawienie twórczości. Prosiłabym jeszcze komentarze, ponieważ nie chciałabym odnieść wrażenia, że te kilka godzin na przemyślanie i pisanie kilka razy posta poszły na marne ^^’

 

“Prince of Tennis” Czerwiec 29, 2010

Filed under: Uncategorized — shirohotaru @ 9:27 am

Swój drugi wpis poświęcę dość ciekawemu anime, a zarazem mandze. Raczej z sentymentu, bo cudem graficznym i fabularnym tego nazwać nie można.

Prince of Tennis – manga autorstwa Konomi Takeshiego, stworzona w lipcu 1999. Wydawana w magazynie Weekly Shonen Jump do 3 marca 2008 roku.. Dłuższa przerwa w wydawaniu kolejnych rozdziałów nastąpiła pod koniec 2006, kiedy to autor z powodów zdrowotnych był zmuszony zawiesić pracę. Przerwa trwała dwa miesiące.

Seria opowiada o dość denerwującym (przynajmniej mnie) i wszystko wiedzącym najlepiej, chłopaczku. Gdy tylko podbił Amerykę swą tenisową grą, postanowił wrócić do rodzinnej Japonii i tu kontynuować swą karierę. Udaje mu się (jako jedynemu pierwszorocznemu) dostać do gimnazjalnej ekipy tenisowej – Seigaku. Pokonuje silniejszych i starszych kolegów swymi popisowymi technikami, które mają na celu łamać wszystkie prawa fizyki, jakie istnieją… Szczerze? Typowy główny bohater, któremu wszystko się udaje. Dochodzi jednak dość wadzący charakter i zupełny brak uśmiechu (chociaż trzeba przyznać, że ma przebłyski), więc mamy zabójczą mieszankę.

Ale nie, akcja nie kończy się na samym Seigaku! Wystarczy przebrnąć przez kilkanaście odcinków z zaciśniętymi zębami i można w innych drużynach doszukać się ciekawych charakterów.

Fudomine

Tu sytuacja jest dość dramatyczna. Poprzednia ekipa z Fudo znęcała się nad młodzikami, zaś trener miał na to… (tu pada dość brzydkie słowo). Pierwszoroczni postawili się i nastąpiła mała rozróba. W końcu jednak udało im się przekonać dyrekcję i mogli założyć osobny klub na terenie szkoły. Drużyna na tle anime pojawia się dość często, nie licząc meczu z Seigaku. Mi serca nie skradła, jednak innym może się podobać. Warto wspomnieć, że wszyscy członkowie prawie czczą swego kapitana, co jest dość żenujące (słuchanie co kilka odcinków “Tachibana-san! On jest najlepszy! Poprowadzi nas do zwycięstwa”…)

St. Rudolph

Nya ;3 Moja drużyna nr 3. Zapewne przez jednego z członków – Mizuki Hajime (czwarty od lewej). Jego zakręcanie kosmyka włosów wokół palca, zniewieściały sposób mówienia czy też osobliwy śmieszek (*nfu*) jest tym, co Asie lubią najbardziej. Coś jeszcze? A, chodzą słuchy, że kapitan chodzi na solarkę… Dalej. A, zapomniałabym o kolejnym dziwacznym charakterze Rudolpha. Pierwszy z prawej. Jeśli lubicie kaczki to ten osobnik jest dla was. Mówi, porusza się, a nawet wygląda na twarzy jak kaczka (pewnie dlatego czasami przemyka przezwisko “ahiru”). Pan z założonymi rękoma jest spokrewniony z jednym z Seigaku (bracia).

Yamabuki

Czyli nie róbcie tego w domu. Mowa tu o panu w szarych włosach. Pali, klnie, bije się i wywyższa nad wszystkimi. W anime go niestety lekko uspokoili, a szkoda, bo takich charakterów brakowało. Co tu mamy? Rudego lowelasa, powtarzającego w kółko “lucky!”. Do ciekawych postaci zalicza się również  Dan (to takie małe, pocieszne z tyłu).

Reszta zespołów później ;3

 

Od czegoś trzeba zacząć… Czerwiec 28, 2010

Filed under: Uncategorized — shirohotaru @ 10:44 pm

Domo!

Witam wszystkich odwiedzających. Na imię mi Asia, zaś w prowadzeniu blogów jestem amatorką. No właśnie. Pewnie zastanawiacie się co znajdziecie na tej stronie. Warto wspomnieć, że interesuje się Japonią i to właśnie jej poświęcę czas podczas pisania postów. Jdramy, Anime, Manga, japońska scena muzyczna – te tematy będą przeważały, lecz czasami mogę puścić wodze fantazji i coś np. narysować ; 3

Nikt nie jest idealny, więc mogę popełniać jakieś błędy (zarówno pisemne, jak i treściowe). Prosiłabym o informowanie mnie o owych wpadkach. Jeśli nie przez komentarz, to przez GG (9099821).

Kiedyś ktoś spytał dlaczego przydzieliłam sobie taki nick. Nie mam pojęcia czy jest poprawny gramatycznie, znam tylko kilka japońskich słów. Shirohotaru można przetłumaczy na biały świetlik. Nie, nie pasjonuje się owadami. Bardziej interesuje mnie symbolika tego małego stworka. Mam do tego swoją teorię, ale o tym innym razem. A czemu shiro? Heh, z tym też miła historyjka jest związana. Jestem dość bladą osobą, a że pewna przyjaciółka studiuje japonistykę postanowiła mnie ochrzcić przezwiskiem ‘biała’ po japońsku, co daje nam shiro.

Tak, właśnie zmarnowałam ci kilka cennych minut życia. Proszę, nie przechodź obok tego bloga obojętnie. Nie piszę tego tylko dla siebie, czytelnik też jest ważny ;3

Sayonara!

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.